Ważniejsze i ciekawsze porty i mariny Balatonu
W każdej miejscowości nad Balatonem są punkty informacji turystycznej w których można uzyskać potrzebne informacje i nabyć np. mapy Balatonu.
Są takie na użytek turystów lądowych, dla nas mało przydatne, ale jak pochodzimy, szczególnie z początkiem sezonu, uda się nam znaleźć mapę
Balatonu w skali 1:80000. Radzę się w nią zaopatrzyć. Ponadto, jeśli czarterujemy jacht np. w Siofoku, dostaniemy mapę od nich z zaznaczeniem
marin MAHARTU, gdzie będziemy stali za darmo. Ich standard jest zróżnicowany, ale w połowie co najmniej z nich, nie ustępujący prywatnym
marinom. Omawianie rozpoczniemy od brzegu zachodniego i po stronie wschodniej wrócimy aż do Siofoku.
BALATONALMÁDI - znajduje się tam zarówno port żeglugi pasażerskiej jak i dwie mariny, leżące około 2 km od centrum miasta na południe.
W obu mamy do dyspozycji dźwigi do wodowania jachtów i sanitariaty z prysznicami. Istnieje możliwość pozostawienia auta i przyczepy za
stosunkowo niewielką opłatą. Taki standard będzie w zasadzie wszędzie, więc nie będę się tym póżniej zajmował. O tym mieście piszę dlatego, że
jest to najbliższa marina jaką spotkamy w drodze z kraju a raczej do której mamy najbliżej, jadąc przez Komarno. To informacja dla tych, co
wybiorą się tam z własnymi łódkami.
Adres pocztowy do mariny: VITORLAS KIKOTO Rt 82-20 Balatonalmádi
ALSÓÖRS – Port miejski, leżący pomiędzy molem i postojem żeglugi pasażerskiej a falochronem pobliskiej mariny. Ta marina w zasadzie
zupełnie przeznaczona dla rezydentów. Za nią jest następna, znacznie większa i tam szukajmy naszej szansy. Wejścia do obu marin, zwłaszcza do
tej drugiej są mało widoczne. W samym porcie możemy stanąć na zakupy a na noc, tylko jak nie zapowiadają wiatrów z SE. Port otwarty na ten
kierunek wiatru i słynny wśród żeglarzy śląskich z powodu "skrócenia" 11 jachtów z 15-tu, jakie w tym porcie dopadł nocny sztorm. A zjechały
się one tam na wymianę załóg.
Sam spędziłem kilka godzin na oglądaniu rybek raz przez jeden bulaj raz przez drugi.
Na szczęście, pamiętając o tych zdarzeniach, przed nocą wywiozłem drugą, znacznie cięższą kotwicę i dałem dwie cumy dziobowe. Jak wyjdziemy
z portu, zaraz po prawej, mamy wejście na kompleks plażowy. Jeśli ominiemy i przekroczymy tory kolejowe, to prawie na wprost uliczką dostaniemy
się do sklepów a jeśli pójdziemy w lewo, to dojdziemy do dobrej csardy. Warto tam się wybrać. Po drodze do sklepów mijamy wille i tam możemy
poszukać domowego wina. Trzeba zabrać kanistry.
BALATONFŰRED – jest najstarszym i najbardziej popularnym ośrodkiem na północnym (umownie) brzegu jeziora. W XIX wieku był miejscem
spotkań polityków i ważniejszych osobistości świata kultury, a następnie kolonią literatów, by wreszcie około 1900 r. stać się letniskiem
dla tworzącej się właśnie węgierskiej klasy średniej. Głównymi atrakcjami są: wspaniała promenada i kilka muzeów poświęconych poszczególnym
artystom. Są również ciepłe źródła.
Jest jednym z największych miast nad Balatonem i dużym ośrodkiem żeglarstwa turystycznego i wyczynowego. Istnieje kilka szkół windserfingu.
Mariny raczej niedostępne dla turystów. Możliwości postoju szukajmy jedynie w porcie żeglugi pasażerskiej. Są tam pomosty dla naszych potrzeb.
Przybycie zgłaszamy w budynku MAHARTU. Opłaty dużo niższe od opłat w marinach, ale tez nie liczmy na żadne luksusy. Miejsca dla tranzytowców
poznamy, jak pisałem już, po braku numerów na pomoście.
TIHANY – Najbliżej do atrakcji mamy z portu MAHARTU. Na lewo od pirsu, gdzie cumują statki pasażerskie, na wprost kas, które wyglądają
jak hełm, jest kilka pomostów dla jachtów.
Na nabrzeżu handel, sklepy , kawiarenki, bary i po prawej wejście na kąpielisko. Stąd pnąc się do góry, dochodzimy do słynnego opactwa, skąd
rozciąga się wspaniały widok na całą wschodnią część Balatonu. Jak pójdziemy jeszcze wyżej, możemy podziwiać to samo, ale sącząc piwko lub
wino na tarasie widokowym knajpki.

klasztor na wzgórzu Tihany
Drogę powrotną wybieramy przez miasteczko TIHANY. Masa sklepów, winiarni i knajpek. Nie zapomnijcie zwiedzić i coś kupić w PAPRIKA HAUS.

Ten Dom Papryki, to absolutna atrakcja, nawet jak na Węgry. Taka wycieczka to niemal rytuał rejsów po Balatonie. Okrążając półwysep, bliżej
cypla, znajduje się marina i też nie dla nas. To zamknięty klub armatorski. Marinę dla nas znajdziemy po minięciu cypla
(cały czas płyniemy na południe. Półwysep TIHANY dzieli umownie Balaton na część wschodnią i zachodnią. Z racji bliskości dużych miast, głównie
Budapesztu, część wschodnia jest lepiej zagospodarowana i bardziej zaludniona. Tam też odbywają się wszystkie główne regaty a trzeba wiedzieć,
że żeglarze tego w głębi kontynentu, leżącego kraju, uwielbiają się ścigać.
Strona zachodnia jest znacznie mniej ruchliwa, ale za to atrakcyjniejsza widokowo i turystycznie.

Po zwiedzeniu miasta i wzgórza Tihany, wraz z zdegustowaniem zimnego piwka na wzgórzu i rzuceniu spojrzeniem po raz ostatni, na przeciąg
kilku dni, na wschodnią część Balatonu, oddajemy cumy i podążamy w kierunku przesmyku. Za nim znajdziemy się po stronie zachodniej, jak
wspomniałem, bardziej dzikiej ale i atrakcyjniejszej. Płyniemy wyznaczonym bojami szlakiem i bardzo musimy uważać w najwęższym miejscu na
przepływające promy. Chodzą wahadłowo i bardzo szybko. Czasami nawet idą po dwa i robią sobie wyścigi, kto zajmie lepsze miejsce po drugiej
stronie. Jeśli wieje słabo lub tak, że nie możemy przeciąć ich toru prostopadle, włączamy silnik i walimy ile sił na drugą stronę. Po chwili
jest po wszystkim i możemy powrócić do spokojnej żeglugi. Na ogół jako następny port wybieramy sobie Balatonfoldwar. Ale umówiliśmy się, że
omawiamy po kolei porty po prawym brzegu a wracać będziemy brzegiem lewym, tym płytkim i bagnistym. A więc następny port po tej stronie to
właśnie Badocsony.
Badacsony
Wchodzimy w główki portu pasażerskiego, poczym kierujemy się w lewo, do widocznej mariny. Nim to nastąpi, dużo wcześniej ujrzymy dominującą nad
tą częścią Balatonu , górę. Oto Góra –Świadek widoczna na większej części jeziora. Przeciwległy brzeg jeziora – Fonyód.

przeciwległy brzeg - widoczne wzgórze Badacsony
To na jej południowych stokach uprawia się winorośl z której następnie wyrabiane wspaniałe białe wina o tej samej nazwie.
Miejsca cumownicze dla gości są przy pierwszym pomoście, po lewej stronie. Nawet nie próbujmy wchodzić w głąb, bo nas wyrzucą. Czasy "Polak –
Węgier dwa bratanki" minęły, przynajmniej w marinach. Po jachtach zorientujecie się z kim przyjemność. Ale jak już staniemy na właściwym
miejscu i zgłosimy pobyt, dostaniemy kartę magnetyczną do wszystkiego (wc, prysznice, brama wyjściowa) Mimo wysokiej ceny za postój, choć
jedną noc winniśmy spędzić w tej miejscowości. Możemy zaopatrzyć się w paliwo do silnika. Stacja bliżej portu pasażerskiego a następnie
ruszyć na zwiedzanie. W połowie wysokości góry jest Muzeum Win. Zwiedzanie połączone z degustacją a wieczór musimy spędzić w części
rozrywkowo- gastronomicznej. Bardziej gastronomicznej niż rozrywkowej, ale muzykę węgierską słychać. Tu uwaga, nigdy przy Węgrach nie
nazywajcie ją „cygańską” mimo, że tak dla nas brzmi. Obrażą się śmiertelnie. To samo dotyczy prób tańczenia przy takiej muzyce, o ile nie jest
to lokal do tego przeznaczony. Kapele traktują swoje występy artystycznie i natychmiast przerywają granie. Natomiast taneczne harce w części
gastronomicznej, na alejce są przyjęte. No właśnie, ta oaza rozpusty dla naszego brzucha. Jeden wielki ciąg barów, winiarni, gdzie możemy
dostać wszystko co węgierskie. Jedz, pij i popuszczaj pasa. Dochodzimy tam, przechodząc przez furtkę, przekraczając szosę (uwaga, duży ruch) i
kierując się kilkaset metrów w prawo. Resztę zobaczymy, usłyszymy i poczujemy. Trochę wyżej, w kierunku góry, znajdziemy sklepy i pocztę oraz
najważniejszy przybytek- winiarnię.
Ta jest jedyna, jeszcze w dawnych czasach, w jej piwnicach można było się zaopatrzyć w dobre i tanie wina. Może i nie były takie tanie, skoro
ze skromnego domku rozbudowali się w wspaniałą willę z apartamentami, winiarnią i salą sprzedaży "hurtowej"

....... Ci się już zaopatrzyli
Lepiej udać się tam z własnym opakowaniem ale jeśli nie mamy albo chcemy mieć jakieś oryginalne, węgierskie opakowanie, to proszę bardzo,
do koloru do wyboru. Nie zapomnijcie wcześniej popróbować różnych win i dopiero na końcu kazać sobie lać.
Czas ruszyć w dalszą drogę. Etap wiedzie do najdalej na południe położonej miejscowości, Kesztheli.
Autor: Zbigniew Klimczak
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.