
Po raz pierwszy od czasu, gdy wulkany El Salvador zniknęły za rufą, 800 mil temu, mogliśmy poluzować szoty,
gdy jacht frunął wzdłuż North Seymour Island w archipelagu Galapagos.
Szybka rufa i krótki kurs baksztagowy doprowadziły nas na kotwicowisko w momencie, kiedy słońce znalazło się właśnie nad zachodnim widnokręgiem. Na pokład dryfował
aromat wodorostów zmieszany z mocnym zapachem zwierząt: lwy morskie mieszkają na wyspie Mosquera, dokładnie po nawietrznej. Skoczyłem do wody na wieczorne
pływanie, gdy na spotkanie ruszyła pełną prędkością lwica morska. Zmieniła swój kurs, gdy była już tużtuż, przeczesując wodę drżącymi wąsami, wykręciła śrubę i zniknęła
w błękicie. Jak później odkryliśmy, te udawane napaści na płetwonurków i podwodny balet są głównymi rozrywkami młodych lwów morskich.
Tymczasem wiatr ucichł wraz ze zmrokiem, ale lwy morskie nie ustawały w swoich porykiwaniach, sapaniu i czkaniu. W świetle lampy kokpitowej widać było żółtopręgowanego
węgorza przesuwającego się pod prąd żmijowymi skrętami. Lwice morskie skryte w cieniu kadłuba wytrysnęły po zdobycz i łyknęły węgorza jak cukierek.
Prawdę powiedziawszy nasz Sea Angel, kecz z nadbudówką konstrukcji Sparksmana i Stevensa nie powinien się tu zatrzymywać. 97% powierzchni wód Galapagos jest pod ochroną jako Park Narodowy
i każdy jacht odwiedzający to terytorium musi mieć na pokładzie licencjonowanego przewodnikabiologa. A pozwolenie na żeglugę zwane Autografo czekało na nas
w Puerto Ayora, dokąd wyruszyliśmy z brzaskiem. Port ten, po południowej stronie wyspy Santa Cruz, jest otwarty na wielki, choć łagodny, przybój, dodaliśmy więc
za przykładem miejscowych drugą kotwicę z rufy.
Głębinowy rozkołys ustał, gdy tylko dziób ustawił się pod fale. Jacht bynajmniej nie zatrzymał się w ruchu, a jednak morska
iguana gnana krętymi rzutami ogona zatrzymała się i spróbowała wdrapać się na pokład dla chwili wypoczynku.
Portowi oficjele zjawili się natychmiast w towarzystwie Johnniego Romero, którego wynajęliśmy dwa miesiące wcześniej, by zajął się papierkową
robotą. Na lądzie łatwo było zauważyć, że Puerto Ayora zmieniło się od czasu brudnej wiochy ulicówki, którą odwiedzaliśmy 20 lat temu, w rozkwitające
miasteczko 10 tysięcy szczęśliwych ludzi. Tam, gdzie kiedyś obiadowaliśmy pod strzechą, jedząc kurczaka, którego kulawa siostra załatwiała się właśnie na
stole, znajdowały się teraz dobre restauracje stosowne na każdą kieszeń. Puerto Ayora przerosło nawet stolicę archipelagu Baquerizo Moreno (Wreck Bay) na wyspie
San Cristobal. Turyści napływają tu stadami, by korzystać z 50 miejscowych łodzi nurkowych lub na własnych jachtach, zarówno motorowych, jak i żaglowych.
Około 100 tysięcy gości rocznie ląduje na Galapagos, by oglądać zwierzęta, które jeszcze nie nauczyły się uciekać przed człowiekiem. Na tej przeludnionej ziemi to miejce
najbliższe Rajowi.

Głuptaki niebieskonogie na Fernandinie
Na wyspie Santa Fe pewna kobieta drzemała na plaży i ocknęła się, gdy młode lwiątko umościło się na jej nodze. Na skałach Post Office Bay na wyspie Floreana sfotografowałem
dwa ostrygojady czerwone wraz z ledwo opierzonym pisklęciem podskakującym niefrasobliwie pół metra obok. W Punta Suarez na wyspie Española musieliśmy
przeskakiwać śpiące pokotem na ścieżce iguany, których brzuchy wzdęte były algami z podmorskich polowań. Kawałek dalej na ścieżce usiadłem obok pary głuptaków
czyszczących sobie nawzajem pióra i ignorujących zupełnie obecność ludzkiej góry mięsa. Pływałem spokojnie pod wysokim klifem Isla Rabida, okrążając ławicę srebrzystych
szprotek, gdy nagle rozpętało się piekło – to dziesiątki głuptaków waliło się z góry na ławicę jak atakujące bombowce. Na Galapagos ekoturystyka dostarczyła towar!
Darwin Bay w zatopionym kraterze wulkanu Genovesa (Tower) jest tak głęboka, że w jedynym miejscu nadającym się do kotwiczenia bywa tłoczno. Pomaga dokładna kontrola ruchu,
dzięki temu, że kierownictwo Parku Narodowego, wspomagane komputerami, analizuje trasy rejsów podawane przez wszystkie jednostki. Pomarańczowe stawy nabieżnikowe
z daleka pokazują właściwy kurs między załamującymi się falami na rafach z lewej i prawej. Bardzo przydatna pomoc nawigacyjna, gdy nasza uwaga koncentruje się na
23 młodych głuptakach czerwonostopych, sunących tuż za nami, ciekawych bączka na holu i naszego takielunku.
Czerwone Stopy gniazdują na Genovesa – 140 tysięcy par. Jako prawdziwi oceaniczni wędrowcy żerują nocą daleko na morzu. Inne ptaki: głuptaki Nazca, głuptaki
niebieskonogie, fregaty wielkie i fregaty wspaniałe oraz różne gatunki mew były wszędzie, w mangrowcach na poziomie oczu, na ziemi na poziomie stóp
– wszystkie obojętne na nasze wtargnięcie. Silna popołudniowa bryza ujawniła więcej. Kacyki czarnogłowe fruwały tam i z powrotem, w porywach wiatru odbijając
się od stromych zboczy. Wokół brzmiał ptasi krzyk. Szalony wrzask głuptaków i ptaków tropikalnych niszczonych przez fregaty, gdy jeden z nich został mocno przetrącony,
odbijał się echem od klifów. Fregaty nie mają dostatecznie dużo tłuszczu, by uczynić swoje skrzydła wodoodpornymi, muszą trzymać się ponad wodą. Przedkładają
więc atak na ptaki rzeczywiście poławiające, powracające z morza i nasycone rybami, przechwytując w powietrzu ich wyrzygane zdobycze.
Tom Zydler
Źródło: Jachting
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.