
Siedem dni to za mało, by poznać Karaiby, można za to intensywnie pożeglować w pasatowym wietrze. Tydzień wystarczy też, by rozsmakować się w najważniejszych atrakcjach Wysp Zawietrznych i odpocząć od europejskiej zimy.
Lądujemy na lotnisku Le Lamentin siódmego lutego, tuż przy zachodnim krańcu Martyniki. Pogoda nas nie zaskoczyła – od momentu przekroczenia progu klimatyzowanego budynku lotniska towarzyszy nam naprawdę gorąca atmosfera. Zaraz po wejściu do taksówki z głośników popłynęła muzyka i usłyszeliśmy kojący głos Boba Marleya. Dzięki reggae i naszemu rasta kierowcy już pierwszego dnia poczuliśmy kreolski klimat. W wesołym nastroju dotarliśmy do Le Marin, pierwszego portu na trasie naszej karaibskiej włóczęgi. Rano obudził nas żar lejący się z błękitnego nieba, nie dając szans na aklimatyzację. Jedynie mocny filtr kremu do opalania mógł nas uratować przed oparzeniami.
Kraina Tysiąca Kolorów
Pierwszego dnia po wypłynięciu poza rafy i mielizny, broniące dostępu do Zatoki St. Anne, postawiliśmy żagle i obraliśmy kurs południowy na zachodnie (zawietrzne) brzegi wyspy St. Lucia. Po kilku godzinach pasatowej żeglugi dopłynęliśmy do pięknie położonej Zatoki Marigo. Od pierwszej chwili czuj się różnicę między bardziej europejską Martyniką a jej południową sąsiadką.
Kolejnego dnia, po koszmarnie długiej odprawie, pożeglowaliśmy dalej na południe, lewą burtą mijając wyspę St. Vincent. Zakotwiczyliśmy w szerokiej Zatoce Admiralicji na wyspie Bequia. To najbardziej na północ wysunięta wyspa archipelagu Grenadyn, mieniąca się tysiącem barw. W rywalizacji o najbardziej niezwykłe kolory biorą udział tropikalne owoce, miejscowe papugi, lokalne ubiory mieszkańców, a nawet rdza na zakotwiczonych w porcie jachtach.
Następnego dnia, po uzupełnieniu zapasów i szybkim zwiedzeniu okolicy, obraliśmy kierunek na szerokie, północne wejście do Tobago Cays, którego cały obszar obejmuje Narodowy Park Morski. To miejsce nie potrzebuje reklamy, gdyż zapewnia atrakcje najwyższej jakości. Nurkowaliśmy w towarzystwie ławic kolorowych ryb, oglądaliśmy żółwie lądowe, leżeliśmy na złocistym piasku i delikatne, lekko wytrawne drinki. Wieczorem natomiast czekała nas uczta: tuńczyk z grilla przygotowany przez szefa kuchni, Wojtka. Sielanka trwała do chwili, kiedy siła wiatru wzrosła do 8˚B, a nasza kotwica zaczęła trałować dno. W momencie, gdy rufa znalazła się w niebezpiecznej odległości od rafy, rozpoczęliśmy nocne manewry. Na przeszkodzie stanęła nam jednak blokująca się kotwica (jak zawsze w takich przypadkach) i francuska sąsiadka, która bynajmniej nie pomagała nam okrzykami „Are you crazy?!” i ich bardziej niecenzuralnymi odpowiednikami. Po kilku próbach wybraliśmy bezpieczne miejsce na nocleg, ale, ze względu na tężejący wiatr, nie była to spokojna noc.
Tomasz Adamczyk
Więcej w „Jachtingu” (02/2010)
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.