Jeśli czarterować łódkę w Portugalii, to przede wszystkim wzdłuż Algarve, południowej prowincji kraju. Na początek fantastycznego rejsu nadają się też okolice Lizbony.
Portugalczycy z posępnymi minami zapinają kurtki i chowają ręce w kieszeniach. Widać, takiej pogody nie tylko my się nie spodziewaliśmy. „Jak w zimie” – mamrocze Izabela, moja towarzyszka podróży. A to już prawie czerwiec, początek lata. Nad wybrzeżem Atlantyku zawisła gruba warstwa chmur, które silny wiatr gna w kierunku lądu. W okolicach Przylądka Roca (portug. Cabo da Roca), który jest najbardziej na zachód wysuniętym punktem Europy, wilgotne atlantyckie powietrze miesza się z wysokogórskim, przesłaniając portugalskie wybrzeże zasłoną z mgły.
Właśnie to, co na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasuje do obrazu południowoeuropejskiego kurortu, czyni krajobraz Portugalii tak bardzo zróżnicowanym: strome, skaliste wzgórza sąsiadują tu z zielonymi lasami, przesłonięte chmurami szczyty gór wznoszą się nad słonecznymi dolinami.
Co wybrać?
Krótki rejs z Lizbony do Przylądka Roca zajmuje przeważnie jeden dzień i chyba nie warto poświęcać na niego tyle czasu: na północ od portowego miasta Cascais godzinami trzeba zmagać się z północnym wiatrem tylko po to, by ujrzeć schowaną we mgle skałę, którą równie dobrze można znaleźć w innym miejscu tego wybrzeża. O wiele ciekawsze niż trasa wokół przylądka może okazać się zwiedzanie wznoszącej się 140 m n.p.m. latarni morskiej z 1772 roku.
Autobusem lub samochodem w 20 minut można pokonać odległość z nowoczesnej przystani w Cascais do przylądka. Jeśli wybierzemy drogę morską, osobliwe piękno atlantyckiego wybrzeża będziemy mogli podziwiać z pokładu tylko przy pomocy szkła powiększającego. Z każdym przepłyniętym kilometrem palmy stają się coraz mniejsze, a krajobrazy uboższe. Ekskluzywne wille zrównują się z piaszczystymi plażami, które w weekendy tłumnie odwiedzają spragnieni słońca mieszkańcy wielkich miast, w tym Lizbony. Obiad w jednej z przydrożnych restauracji to dość droga impreza, ale z pewnością pełna rozkoszy dla podniebienia. Nad tarasami przybrzeżnych knajpek i restauracji unosi się zapach morza, a kelnerzy serwują krewetki, ryby i inne morskie przysmaki, których konsumpcja podczas rejsu sprawia żeglarzom więcej kłopotów niż przyjemności. Portugalska kuchnia (o której więcej w następnym artykule – przyp. red.) pozostaje pod zróżnicowanym wpływem zarówno swoich obecnych regionów, jak i byłych kolonii.
Za górą z lasami
Zaledwie kilka kilometrów w głąb kraju, w otoczeniu lasów, leży liczące 20 tys. mieszkańców miasteczko Sintra. Zanim klimatyzacja ułatwiła Portugalczykom życie w mieście także latem, zamożni i wywodzący się ze szlachty mieszkańcy Sintry i okolic wykorzystywali pobliski las, rozciągający się wokół 500-metrowej góry, niemalże codziennie otulonej chmurami, jako schronienie przed kanikułą. Tutaj zawsze wiał lekki wietrzyk, a obłoki pochłaniały palące promienie. W krótkim czasie dookoła Castello dos Mauros, zamku zbudowanego na samym szczycie przez Maurów, powstały okazałe wille, w których teraz mieszczą się głównie hotele. Wśród dyplomatów i tzw. high society okolice Sintry zajmują wysokie miejsce w rankingu ekskluzywnych regionów Portugalii.
Żeby wspiąć się na górę, na której znajduje się zbudowany w IX lub X wieku mauretański zamek, uznany przez UNESCO za dziedzictwo światowej kultury, trzeba być w dobrej formie fizycznej: na szczyt prowadzi kilkukilometrowa, wąska leśna dróżka. Najlepiej wyruszyć z samego rana, bo już wczesnym popołudniem za grubymi chmurami znikają bajeczne widoki. U podnóży twierdzy znajduje się Palacio Nacional de Sintra. Równie zachęcająco wygląda położone w dole romantyczne centrum miasta, z którego dokładnie widać kominy pałacu. Rzemieślnicy sztuki walczą tu na każdym kroku o klienta z właścicielami licznych kawiarenek.
W stronę Lizbony
W zaciszu pagórków prowincji Sintra, na tyłach wysokiego klifu w Cascais, panuje już całkiem inny, iście śródziemnomorski klimat. Przez 300 dni w roku świeci tu słońce, wzdłuż ulic ruchliwego rybackiego miasteczka rosną palmy, a wieczorem na tarasach, tuż przy plaży, obowiązkowo podaje się portwein. Z Cascais do centrum Lizbony dojedziemy pociągiem już za 1,60 EUR. Wprawdzie ominie nas pełna wrażeń przeprawa pod mostem Ponte 25. Abril, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo w ten sposób unikniemy problemów z cumowaniem. Położone w samym centrum przystanie oferują niewielką ilość miejsc postojowych, zaś port targowy (Expo) jest nieco oddalony od centrum miasta.
Most nad rzeką Tag (portug. Tejo) o długości ponad 2,5 km został zbudowany w latach 60. przez tę samą firmę, która skonstruowała Golden Gate Bridge w San Francisco. Podobieństwo jest jednak prawie niezauważalne.
Zwiedzanie Lizbony zaczynamy od przejażdżki tramwajem. Jadąc linią 28, mamy okazję podziwiać niekończące się, wąskie uliczki. Na dodatek przyjemność ta kosztuje nas tylko 1,20 EUR. W programie zwiedzania obowiązkowo musi się znaleźć pełna zakamarków dzielnica Bairro Alto. Położona ponad dachami dzisiejszego centrum, słynie z pełnego atrakcji życia nocnego. Przechadzka starymi uliczkami miasta ma też swój urok w ciągu dnia.
Hinner Weiler
Więcej o tym jak zaplanować podróż w tamte rejony w magazynie „Jachting” (12/2009).
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.