Wielu twierdzi, że Baleary to rajskie wyspy. Wśród Polaków nie są zbyt popularne, gdyż panuje opinia, że są drogie i trudno na nie dotrzeć. Nic bardziej mylnego.
Naszą podróż na Baleary podzieliliśmy na kilka etapów: samolotem z Polski na Palma de Mallorca (na Majorce), Ibizę (na Ibizie) oraz Mahon (Minorkę). Z tanich linii lotniczych docierają tam EasyJet i Ryanair. Loty są co prawda z przesiadką, ale ich koszt waha się od 500 do1000 PLN w dwie strony. Im wcześniej zamówi się bilety, tym taniej.
Baleary to aż ok. 200 hiszpańskich wysp usytuowanych ok. 100 Mm na południe od Barcelony i niecałe 65 Mm na wschód od Alicante. Jedynie 5 z nich jest zamieszkałych. Największe i najbardziej popularne to Majorka, Minorka, Ibiza i Formentera. Nie ma sensu zwiedzać ich wszystkich podczas jednego rejsu, chyba że trwa on 3 tygodnie. Odległości pomiędzy portami są spore (50–60 Mm), a na każdej wyspie jest wiele do zobaczenia. Można zakotwiczyć w zatoczce i nurkować oraz opalać się do woli, a na to warto przeznaczyć trochę więcej czasu. Najlepiej spokojnie sobie wszystko zaplanować i przemyśleć, a na motto wyjazdu obrać hiszpańskie święte słowo: „maňana”, które w skrócie oznacza: „spokojnie, jutro przecież też jest dzień, po co się spieszyć, świeci piękne słońce, problemy same się rozwiążą”.
Ibiza – party do rana
Wyruszamy 14 czerwca z Alicante. Po niecałym dniu żeglugi naszym oczom ukazały się pierwsze wyspy. Przy wietrznej pogodzie, jaka nas przywitała na tym archipelagu (nie jesteśmy tym zdziwieni po naszych dotychczasowych doświadczeniach), był to bardzo miły widok. Postanowiliśmy w pierwszej kolejności zawinąć do miejscowości położonej na północy Ibizy – San Antonio. Tam stanęliśmy na kotwicy tuż przy porcie, jak dla nas nadzwyczaj spokojnym. Czy na pewno dopłynęliśmy na Ibizę?
Następnego dnia stanęliśmy w kolejnej marinie, najbliżej centrum – w Club Nautic de Eivissa. Minusem są tu średniej jakości toalety, promy wpływające do portu całą dobę i powodujące bujanie jachtu oraz niski standard kei. Podczas podchodzenia rufą pamiętajcie, że tuż pod wodą znajduje się próg, który nie jest opisany w locji. Nie róbcie więc tego na własną rękę, bo może się źle skończyć. Warto przez UKF-kę poprosić o pomoc obsługę portu (kanał 16 lub 09). Marinero podają też bardzo długie trapy (około 3–4 m), bez których nawet nie zejdziecie na ląd!
Nad miasteczkiem króluje starówka z kościółkiem, otoczona murami obronnymi i wielkimi armatami. Uwaga! – są bardzo niestabilne, więc lepiej zrezygnujcie z siadania lub wspierania się na nich. Wieczorami ulice zaczynają żyć własnym życiem: półnagie kobiety i mężczyźni w samych stringach, tańczący na ulicy w rytm muzyki, to tutaj normalny widok. Wreszcie mogliśmy przekonać się, że Ibiza to świątynia hazardu i rozpusty. Zabawa kończy się tu nad ranem, miasto cichnie, a ożywa dopiero około 2100 następnego dnia.
Wyspa jest naszpikowana klubami i dyskotekami (najsłynniejsze z nich to Pacha, Space, Privilege oraz kultowa Amnesia). Jednorazowa wejściówka do klubu kosztuje 35–100 EUR, najtańsze piwo – 10 EUR, ale warto je odżałować: dyskoteki są kilkupoziomowe, a na każdym piętrze gra inna muzyka.
Adam Żuchelkowski
Więcej w listopadowym numerze „Jachtingu” (11/2009)
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.