
|
Obchodzony co roku 16 czerwca w Dublinie Bloomsday, upamiętniający twórczość Jamesa Joyce’a, uchodzi za najdłuższy dzień w historii literatury. Podążając śladami Ulissesa, tytułowego bohatera powieści irlandzkiego pisarza, musimy pamiętać, że Morze Irlandzkie – nieokrzesane w swojej naturze – nie zawsze dostarcza wyłącznie pięknych wrażeń, w przeciwnym razie nasza wyprawa może przerodzić się w istną odyseję. |
Irlandia wie, co jest dłużna turystom. Wita nas grubą warstwą chmur, która całkowicie przysłania zieleń Morza Irlandzkiego. Możemy ją dostrzec dopiero po wyjściu z taksówki w porcie Kilmore Quay. Wokół słychać tylko jednostajne kapu-kap mżawki, niekiedy tylko przerywane przez głośniejsze uderzenia deszczu. Cóż może być piękniejszego w taką pogodę od powitalnego drinka na suchym pokładzie?
Tej przytulnej atmosfery nie popsuje nam nawet niezbyt optymistyczna prognoza pogody. Dzisiaj nikomu nie w głowie sztorm ani słynny w tej okolicy strong gale, wiatr o sile orkanu.
Zapowiadane 9 stopni w skali Beauforta oznacza, że w drodze do Dublina, dokąd chcemy się udać na obchody Bloomsday, musimy się liczyć z opóźnieniami na trasie z powodu jednego z tzw. lay days, dni, w których statki mogą załadować i rozładować towar bez uiszczania dodatkowych opłat za postój lub cumowanie. Wexford będziemy więc zmuszeni oglądać z okna taksówki. Nie ma jednak co narzekać. Mogło nam się przytrafić coś gorszego. Na przykład ławica piasku przy wjeździe do portu Wexford. W tej części Morza Irlandzkiego nie można ufać żadnej mapie, bez względu na to, jak bardzo jest aktualna. Tylko hafenmeister może nam pomóc i przeprowadzić przez pławę nurtową, która prowadzi aż pod samo molo przy starówce Wexfordu. Jest tylko jeden warunek – musimy przeprawić się tędy co najmniej dwie godziny przed wysoką wodą lub dwie godziny po niej.
Wexford jest z reguły ruchliwym miastem, jednak tej niedzieli nawet puby przy głównej ulicy są opustoszałe. To wszystko z powodu rozgrywających się na miejskim stadionie mistrzostw w hokeju na trawie, czyli hurlingu. Obok tej dziwacznej dyscypliny sportu na nieco odosobnionej wyspie, jaką jest Irlandia, w swojej równie dziwacznej formie uchował się jeszcze język i futbol gaelicki, (połączenie piłki nożnej, koszykówki, rugby i siatkówki), w którym, jak w każdym irlandzkim sporcie narodowym, nie brakuje mocnego uderzenia.
Carl Victor
Więcej o żegludze u wybrzeży Irlandii w najnowszym „Jachtingu” (09/2009)
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.