|



|
|
ArtykułyUrok przylądków2009-03-09 13:59:48 Krzysztof Baranowski
Na otwartym morzu nie jesteśmy specjalnie zainteresowani tym, jak przebiega linia brzegowa. Dopiero kiedy ląd
na kursie, zaczynamy wypatrywać brzegu. Pierwsze, co zobaczymy, to przylądek... niekoniecznie Dobrej Nadziei.
Przylądki są jak słupy milowe. Rozciągające się między nimi zatoki mogą nam dać schronienie, ale jeśli płyniemy dalej, każdy
kolejny przylądek oznacza określony szmat przebytej drogi. Najsłynniejsza trasa żaglowa dookoła świata Południowym Oceanem jest zwana również „trasą wokół 3 przylądków” (Dobrej
Nadziei w Afryce, Leeuwin w Australii i Horn w Ameryce Południowej), choć co bardziej skrupulatni liczą tych przylądków 5, dodając południową krawędź
Tasmanii i Nowej Zelandii. Przylądek Horn zyskał szczególną sławę, o czym pisaliśmy w nr. 3/2008 „Jachtingu”, i jest synonimem żeglarskiego wyczynu – widocznie okrążyć
przylądek jest trudniej niż pokonać cieśninę. Przylądek, jako część lądu stałego, można okrążać tylko z jednej strony, zaś wyspę – na ogół z obu stron. Nieprzychylny wiatr
czyni z przylądka zaporę nie do przebycia, nie mówiąc już o zakłóceniach wiatru. Przylądek sięgający głęboko w morze powoduje określone efekty w przepływie powietrza
i wody, czy to pływowej, czy też stałego prądu morskiego – po prostu je zaburza (rys.2.). Jeśli brzeg jest wysoki, za przylądkiem można znaleźć zaciszne
miejsce osłonięte przed wichurą, które może okazać się dobrym miejscem na przeczekanie. W pierwszym oceanicznym rejsie Pogorii znalazłem takie schronienie
po zawietrznej przylądka Lizard koło Falmouth, zresztą w wieczór wigilijny, gdy na Atlantyku hulał sztorm. Podobnie przeczekał silny wiatr Tomek
Lewandowski na jachcie Luka po zawietrznej Przylądka Horn, a gdy wiatr przysiadł, ruszył dalej w drogę na Pacyfik, by w ładnym stylu ukończyć samotny rejs nonstop dookoła świata.
O ile za przylądkiem jest zacisznie, to wiatr przy przylądku może okazać się silniejszy niż gdzie indziej. Polski Cypel Rozewski (rys.1). cieszy się w tym względzie
zasłużoną sławą, podobnie jak niemiecka Arkona, która do liczby swoich ofiar wpisała również polski prom Heweliusz. Trzeba to brać pod uwagę i stosownie do okoliczności
trzymać się z dala, gdy wiatr silny i przeciwny, bądź płynąć blisko, gdy wiatr pełny i słaby. Podobnie z prądem morskim – przylądek zakłóca jego bieg,
zwiększa prędkość prądu przy przylądku i powoduje cofki po drugiej stronie. Żeglarzom pływającym w rejonie Kanału La Manche szczególne kłopoty sprawia Portland Bill (rys. 3), kawałek
lądu sterczący z brzegów południowej Anglii. Prądy pływowe w tym miejscu przekraczają 3 węzły w syzygii i powodują charakterystyczne bystrza oznaczone
po angielsku race.

Rys.1. Cypel Rozewski, na mapie niepozorny
|

Rys.2. Za przylądkiem spokojniej
|
|

|

fot. Kurt Arrigo/Rolex
|

Okolice Przylądka Horn / fot. NASA |

Południowy kraniec Afryki / fot. NASA |
|
Gdy silny prąd i silny wiatr spotykają się czołowo, dochodzi do niezwykłego spiętrzenia się fali, co bywa groźne nawet dla dużych jachtów. Charakterystyczne, że większość
latarni morskich stawia się na cyplach wychodzących w morze, najchętniej wyniesionych, by zwiększyć zasięg ich widoczności. Nawet dziś, w czasach
rozwiniętych systemów nawigacji satelitarnej, pojawiający się na horyzoncie wśród ciemnej nocy błysk latarni morskiej budzi otuchę i potwierdza pozycję
– jeśli tylko jego charakterystyka zgadza się ze Spisem Świateł. Gdy na morze opada mgła, to ani w dzień, ani w nocy przylądka nie zobaczymy – pozostaje radar.
Pierwsze, co rzuca się w oczy na ekranie, to właśnie przylądki, pomiędzy którymi najczęściej nie ma echa linii brzegowej, przynajmniej początkowo. Na te widoczne
cyple, jeśli ich identyfikacja nie nastręcza trudności, robimy namiary radarowe i określamy pozycję. Dopiero w miarę zbliżania się do lądu zatoki wypełniają
się obrazem, a przylądki stają się ich ograniczeniem. Nasze obawy o dokładność pozycji rozwiewa GPS, ale nawet mając dobrze określoną pozycję możemy nadziać się na przylądek,
jeśli alarm ustawiony na trawers cypla miał zbyt dużą tolerancję. Alarm ustawia się zwykle na określony promień – większy na osiągnięcie celu, mniejszy przy zmianie kierunku
żeglugi, jeszcze mniejszy na właściwy punkt kotwiczenia. Otóż jeśli zmiany kursu dokonamy tuż po zasygnalizowaniu trawersu, który w rzeczywistości
nie został osiągnięty, nowy kurs może prowadzić ku niebezpieczeństwu (rys.4.) Dlatego zawsze dobrze jest sprawdzać pozycję jakąś alternatywną metodą. Jeśli
już nic nie widać, to przynajmniej warto spozierać na sondę... przy przylądku na pewno pojawią się mniejsze głębokości.
|

Rys.3. Prądy pływowe wokół Portland Bill |

Rys.4. Łatwo zahaczyć / rys. J. Buczek |
|

Spoakojna, ale uważna żegluga wzdłuż przylądka / fot. Kurt Arrigo/Rolex
|
Źródło: "Jachting"
Zapisz się do bezpłatnego newslettera www.sail-info.pl
Co miesiąc otrzymasz najciekawsze newsy, artykuły i aktualności żeglarskie oraz informacje o zmianach i nowościach w serwisie Sail-Info.pl.
W każdej chwili mogą Państwo zrezygnować z otrzymywania newslettera.
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.
Ostatnio dodane: | |
|
|
|
|