Tegoroczne regaty Vendée Globe obfitowały w wydarzenia niezwykłe. Można było to przeczuwać, kiedy już na starcie stawiła się rekordowa liczba trzydziestu jachtów. Po raz pierwszy w historii tej imprezy aż tylu żeglarzom udało się dopiąć wszystko na czas. Ocean jednak bardzo szybko rozpoczął weryfikację amatorów samotnych wyścigów dookoła świata.

Można było zakładać, że mniej więcej dla połowy zawodników sukcesem będzie samo osiągnięcie mety. Ale wyłonienie zdecydowanego faworyta z pozostałej piętnastki nie było proste, bo stawka wyrównana, a nazwiska z górnej półki, co akurat w przypadku tych regat nie dziwi.
W 11 tygodni dookoła świata
Kiedy Michel Desjoyeaux (Foncia) jako pierwszy osiągał metę w rekordowym czasie osiemdziesięciu czterech dni (!), na wodzie pozostawało już tylko jedenaście jachtów, czyli sporo mniej niż połowa. To już drugie zwycięstwo Michela w tych regatach (wygrał edycję 2000–2001), wyczyn, który jak dotąd nie powiódł się nikomu. Jeżeli dodamy, że musiał zawrócić i wystartować ponownie (tracąc dwa dni i ponad 650 Mm do lidera), a trasa w obecnej, szóstej edycji Vendée Globe była dłuższa niż poprzednio o prawie 1200 Mm (w trosce o bezpieczeństwo i dostępność służb ratowniczych bramki zostały ustawione tak, żeby nikogo nie kusiło skracanie sobie drogi do Hornu np. przez „sześćdziesiątki”), to możemy być pewni, że w kolejnej odsłonie padnie bariera „81 dni dookoła świata”. Jednokadłubowce stają się coraz szybsze. A klasa regatowych jachtów sześćdziesięciostopowych (Imoca 60) wyraźnie odżywa.
Emocji w tych regatach nie zabrakło, choć sądzę, że zarówno organizatorzy, jak i zawodnicy woleliby, żeby był to spokojniejszy wyścig.
Pierwszy tydzień – początek jak z Hitchcocka
Niebawem po starcie (9 listopada), kiedy flota była jeszcze na Zatoce Biskajskiej, przychodzi pierwszy sztorm. Oczywiście było o tym wiadomo już przed startem, ale bardzo rzadko zdarza się, aby z tak prozaicznego powodu przekładać datę rozpoczęcia prestiżowej imprezy. W związku z tym dziewięć jachtów (prawie jedna trzecia floty) wróciło do Les Sables d’Olonne, portu startowego i jedynego dozwolonego regulaminem miejsca, gdzie możliwa była pomoc zespołów brzegowych. Pięć wystartowało ponownie, cztery już nie. Z powodu utraty masztów wycofali się Kito de Pavant (Groupe Bel), Marc Thiercelin (DCNS) i Yannick Bestaven (Aquarelle.com) oraz Alex Thomson, którego jacht Hugo Boss miał pęknięty kadłub. Ci, którzy z Biskajów wyszli bez szwanku, ruszyli ostro do przodu, a najszybciej starzy wyjadacze jak Loick Peyron (Gitana 80).
Więcej o przebiegu tych fascynujących regat znajdziesz w najnowszym numerze "Jachtingu" (03/2009).
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.