
Liofilizaty powstały na potrzeby kosmonautów, ale wynalazek ten doskonale sprawdza się też na Ziemi. Trudno bez nich wyobrazić sobie regaty oceaniczne lub poważną wyprawę w góry. Kiedy pijemy kawę rozpuszczalną lub zupę z torebki, używamy właśnie liofilizatów.
Liofilizą żywiłem się w sumie przez kilka miesięcy. Najdłuższej 3 miesiące podczas rejsu dookoła świata na Warcie –Polpharmie. Proces otrzymywania tego odwodnionego jedzenia wydaje się prosty: zamraża się potrawę do temperatury około -50° (czasami -120°), a następnie wprowadza do komory próżniowej, co pozwala kryształkom lodu zamienić się w parę wodną z pominięciem stanu ciekłego. Ten proces nazywa się sublimacją. Otrzymujemy produkt niemal zupełnie, bo w 95%, pozbawiony wody, dzięki temu bardzo lekki. Dodatkową zaletą jest czystość mikrobiologiczna – liofilizaty nie potrzebują konserwantów.
To, co ogólnie jest proste, w szczegółach jest nieco bardziej skomplikowane. Różne produkty poddają się sublimacji w rozmaity sposób. Niektórzy producenci biorą osobno liofilizowane składniki, na przykład makaron, mięso, warzywa i przyprawy, mieszają je, dodają glutaminian sodu, zwany w kuchni azjatyckiej „istotą smaku” i tak powstaje gotowy posiłek. Nieco trudniejszym sposobem jest przygotowanie końcowej potrawy i poddanie jej sublimacji w całości, ale za to efekt jest o wiele lepszy.
Pełen test liofilizatów w najnowszym “Jachtingu” (05/2009).
Chciałbyś opublikować newsa, artykuł w dziale „artykuły”, „regiony żeglarskie”, „zacznij żeglować” lub jakąkolwiek informację dotyczącą żeglarstwa w serwisie Sail-Info.pl?
Wyślij mail na adres press@sail-info.pl lub SMS na numer 0 603-842-032.